sobota, 8 czerwca 2019

Kwiaty

"Dziękuję mamie i tacie za opiekę
Za ciepło rodzinne i kłótnie przy kolacji
Dziękuję szkole za pierwsze kontakty
Na dzikie wakacje i nerwy w ubikacji" 
"To wychowanie" 
T.Love 

Co jest według mnie pewnego rodzaju powinnością rodzica wobec dziecka w sytuacji, gdy obie strony darzą się bezwarunkowym uczuciem? Dać mu możliwość rozwoju. Dotyczy to zarówno tych na stale stojących jak i siedzących przedstawicieli gatunku „człowiek”. Sama sfera to bardzo indywidualna ścieżka.
Rozkwit wewnętrzny nabiera także dodatkowej symboliki, gdy zlustrujemy osobniki podobne do narratorki bloga chociażby. Rozumiejące wszystko. Odkrywające błyskawicznie trzecie, a nawet czwarte dno z konkretnego kontekstu pomimo problemów z poruszaniem się. Wyjścia są dwa. Trzymać swój największy skarb pod wielkim pozornie bezpiecznym abażurem lub pozwolić na czerpanie z różnych zasobów życia. Bycie żywą częścią społeczności żaków czy sympatyków. Tego typu pozytywny walor poza tymi oczywistymi pierwszoplanowymi miał trzyletni czas liceum pięcioletni okres studiów oraz czynne uczestnictwo w różnorodnych imprezach kulturalnych. To nieoceniona inwestycja w moją dalszą przyszłość. Forma niemego testamentu.
Gigantyczne wsparcie logistyczne ofiarowane przez najbliższych poza mną doceniają coraz głośniej osoby postronne. Świadczą o tym piękne gesty wykonywane do nich podczas rozdania dyplomu lub w trakcie koncertów. Wypuszczając mnie do świata rozwijali moje potencjały. Pozwolili abym z nieśmiałego pąka stopniowo przemieniała się w piękny kwiat. Stworzony dzięki kroplom deszczu oraz promieniom słońca. Świadomy swojej ogromnej wartości indywidualnej.

środa, 15 maja 2019

Postrzeganie przez pisanie


    
Każdy powinien znaleźć sposób na wyrażanie samego siebie. U mnie takim swoistym orężem zdecydowanie stały się słowa. Nieśmiałe próby ich odpowiedniego spajania ze sobą podjęłam w pierwszych latach szkoły podstawowej.  Polonistka w ramach pracy dobowej poprosiła o napisanie czegoś. Zadanie wykonywałam, lecz nie potrafiłam się zamknąć w standardowych dwóch trzech linijkach tekstu. Pierwsze oceny celujące, wyróżnienia na konkursach, czytania przez speakerów w radiu i telewizji i te pełnie zaskoczeń spojrzenia.
Nagle wszyscy przecierali oczy. Okazywało się, że nam coś do przekazania innym ludziom. Ja, poruszająca się z pomocą towarzysza, obserwuje i spostrzegam wiele rzeczy. Często mądrze uderzam we właściwe punkty. Wiele osób zaczęło się ze mną liczyć pomimo mego wyglądu zewnętrznego.  Zmieniałam myślenie. Łamałam stereotyp, który wciąż jest aktualny niestety. W pewnej chwili poklepywania aprobaty zaczęły peszyć. Nie publikowałam, choć dyski twarde czy inne standardowe zeszyty pękały w szwach.
Potrzebowałam anonimowości. Czasu, aby w pełni zrozumieć, czym dysponuje w swej nie do końca standardowej ręce.
Zatoczyłam koło. Wróciłam do pokazywania. Pewna siebie i własnego pióra. Niekiedy tworzę niewygodnie dla większości. Cóż w życiu czasem trzeba iść pod prąd. Z wewnętrzną wiarą w sukces. Wszak artystów, myślicieli czy wizjonerów nie zawsze wszyscy zrozumieli od razu. Prawda? Nie oznaczało to jednak zaprzestania ich pracy twórczej.

środa, 17 kwietnia 2019

Spalanie przez muzykowanie

Wysiłek fizyczny od czasu do czasu jest potrzebny każdemu. Dla zdrowia. Niezależnie od trybu życia jaki przyszło mu prowadzić. Od ilu lat jestem z nim w komitywie? Trudno mi jednoznacznie powiedzieć, gdyż ćwiczenia stanowią nierozerwalną część mojego życia. Jak wszystko również i to u mnie ewoluowało. Na początku tej drogi, wspólnie z osobami wspierającymi, kładliśmy nacisk na nowe umiejętności. W wieku dorosłym priorytetem jest sama sylwetka. Nie zmieniło się tylko jedno. Czas spędzony na salach czy przy specjalistycznych sprzętach powinien, być w miarę możliwości, przyjemnością. Osobisty słownik znajduje tą bardzo subiektywną definicje. Muzyczną.

Mówi się, że pozytywne nastawienie to połowa sukcesu. Na własnym przykładzie wiem, że to nie tylko slogan. Bez niego, nawet przy wielkiej pomocy z zewnątrz, nie osiągnęłabym kompletnie nic. Również w sferze aktywności fizycznej, która dziś w dużej mierze modeluje mi sylwetkę. Czemu skupiam się teraz na niej? Świat wybiegu nigdy mnie specjalnie nie pociągał a najbliżsi zawsze mi mówili, że jestem akuratna. Osoby dotknięte moim zespołem neurologicznym dla personelu medycznego były zawsze za szczupłe lub za korpulentne. Stałam i ciągle stoję gdzieś pośrodku tej skali, co niezmiernie cieszy. Kolejny atut takiej bardzo subiektywnej i sympatycznej formy wsparcia stanowią liczby. Waga wraz z centymetrem pokazują naturalny wzrost objętości mięśni i spadek takich samych tłuszczy.

wtorek, 2 kwietnia 2019

Przyjaciel

Ci, którzy mnie znają osobiście doskonale wiedzą, że oprócz słuchania różnych dźwięków moją uwagę w równomiernym stopniu zajmuje obserwacja rzeczywistości. Tej codziennej. W związku z tym do mojej głowy coraz głośniej stuka pytanie. Dlaczego wielu ludzi, również mi podobnych zmagających się z tym samym co ja, traktuje wspomniany fotelik na kółkach jak tragedię. Koniec życiorysu…
Nie chciałam go w pierwszym momencie. Po pewnym czasie zrozumiałam jednak, że razem możemy zrobić wiele dobrego dla samych siebie oraz innych. Jeśli połączy nas wzajemna akceptacja.
Mój towarzysz lub używając określenia z medycznego języka wózek inwalidzki stał się również moim przyjacielem. Wspiera od zawsze, jako osobisty środek transportu. Niemal w każdym aspekcie życia.
Pomaga osiągnąć wyznaczone cele. Daje szczęście. Tak dobrze przeczytaliście. Ze mną właśnie to czyni, ponieważ najważniejsze z uczuć ma wiele barw i odcieni. Jak je odnaleźć? Wszystko jest  kwestią odpowiedniego wewnętrznego nastawienia do świata.
Potrzebna jest do tego także osobista droga. Szlaków jest tyle ile modeli towarzyszy, czyli ogrom. Do wyboru do koloru. Tego kwotowego również. Moi znajomi często się śmieją, że siedzę na dobrym aucie. Przyznaje im rację z błyskiem w oku i nieco wyostrzonym dowcipem. Wszyscy jednak wiemy, że to nie on stworzył mój charakter. To wynik ciężkiej pracy, którą powinien wykonać każdy. Niezależnie od sposobu poruszania się.


środa, 27 marca 2019

Sztafeta dobra


Nie będę oszukiwać. Potrzebuje pomocnej dłoni drugiego człowieka. Głównie do poruszania, lub przemieszczania się. Gdyby nie fantastyczni ludzie, z ósmą wspaniałą, na czele nie zaliczyłabym tylu miejsc, nie miałabym mnóstwa wrażeń czy wreszcie nie poznałabym tylu ludzi. Zawsze staram się to dobro dalej oddawać porównując je do sztafety. Pomyślicie sobie na pewno, co ktoś na załączonym zdjęciu może dać tej drugiej, bardzo często całkowicie sprawnej fizycznie osobie? Nie raz nie dwa się nad tym zastanawiałam w zaciszu. W końcu zapytałam wprost. Odpowiedzi mnie wzruszyły. Zatkały. Wbiły jeszcze mocniej w objęcia mojego towarzysza. Zeszkliły oczy, ale tak bardzo pozytywnie. Udowadniając słuszność postawionej wyżej tezy.
Czy łatwo jest o nią prosić? Na początku wymagało to olbrzymiej odwagi i siły. Zaczerpniętej z własnego wnętrza. Obecnie sama do mnie przychodzi. Czasem nieoczekiwanie z zaskoczenia. Mając świadomość, że już zawsze do końca swoich dni będę w niej biec. Nieważne po której ze stron.
Życie mimo, że nie zawsze jest dla mnie proste i łatwe, dało mi też mnóstwo dobrego. Nie każdy musi być „idealny” i dobry we wszystkim. Jednak negatywne nastawienie do świata i ludzi nie pomaga w budowaniu optymistycznego wizerunku samego siebie. Wręcz przeciwnie. O tym, że ciepłe myśli mogą uczynić wspaniałe rzeczy przekonuje się każdego dnia.
To co ktoś kiedyś pomógł mi zasiać w postaci wiary w siebie teraz przynosi piękne plony.
Ty też na pewno to masz.  Każdy nosi w sobie ziarenko dobra. Pozwól mu zakiełkować, aby zapoczątkowało nową sztafetę.

piątek, 15 marca 2019

Mądre ramiona

"Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu"
Antoine de Saint-Exupéry – Mały Książę

Wiele już w życiu przeszłam i szczerze mówiąc myślałam że nic mnie już nie zaskoczy czy zdziwi. Bardzo pozytywnie rzecz jasna. Aż do pewnego wtorkowego poranka. Słuchałam nocnej tematycznej audycji muzycznej. Zasłuchana w głosie gwiazdy wieczoru z początku nie słyszałam najważniejszych słów. O świadomości, mądrości i powłokach. Kiedy chwilę wcześniej pada moje imię i nazwisko połączenie ogromnego wzruszenia i zaskoczenia galopuje w głowie. Następnie przychodzi takie otrzeźwienie. Ale jak to ja? Przecież nic wielkiego nie robię. Chyba? 


Jednak znowu dochodzimy do tego zakrętu. Czegoś na co nie do końca mam wpływ. Nie reżyserowałam nagrania, to samo wyszło. Strasznie miło jest, co jakiś czas ponownie usłyszeć te słowa. Od obcych, pełnosprytnych. Nie ucieknę od mojego ciała czyli powłoki zewnętrznej. Zespoliłam się z nią i z towarzyszem.
Ale dobrze, że komuś sie chce patrzeć nieco dalej, głębiej. Lis, przyjaciel Małego Księcia, miał rację. Spotykam takich ludzi coraz więcej na swojej drodze. Prezentowane powyżej określenia mają moc klepania po ramieniu. Stanowią rodzaj niewerbalnej aprobaty do poczynań i postawy, które zasadniczo prezentuje. Naznaczonych pozytywnym postrzeganiem świata. Niezależnie realny czy wirtualny. Będę robić tak dalej namawiając innych do tego. Sens jest. Warto. Teraz widzę to jeszcze bardziej i jaśniej.

wtorek, 26 lutego 2019

Na pohybel

Wszyscy, którzy mnie znają wirtualnie bądź osobiście bez wahania zapewne powiedzą że ja to raczej z tych osóbek szukających pozytywów nawet w największych ciemnościach. Wiem nie pasuje do wciąż jeszcze szeroko panującego stereotypu. Pokrzywdzonych przez los, którym trzeba współczuć. Te takie szufladki do których jesteśmy wkładani na siłę doprowadzają  moją skromną osobę do czerwonej gorączki. Wiecie, kiedy kilkuletnie rówieśniczki marzyły o kolejnym kucyku do kompletu ze stajni słynnej idealnej złotowłosej Barbary, patrzyłam na nie dziwnym wzrokiem. Spojrzenie wyrażało dezaprobatę, wszak nie muszę robić tak jak wszyscy. Do dziś mi tak zostało.



Dla wielu osób poruszanie się na moim towarzyszu to koniec życiorysu. Ja nie narodzę się po raz drugi z naprawionym układem nerwowym. Żyję na przekór diagnozie, na "pełnej petardzie" lub jak kto woli "... z całych sił". 

Dlaczego? Zamiast narzekać zasadniczo, na życie ja je pokochałam. Uśmiecham się do niego każdorazowo. Do takiego jakim ono jest. Na czterech kołach, z wadą wymowy. Ale także ze znajomymi, ukończonymi studiami, zatrudnieniem pewnymi planami i marzeniami. Nikogo nie obwiniam za taki a nie inny obrót spraw. Nigdy nie było moim celem, aby druga osoba czuła się skrępowana lub smutna na mój widok. Daleko mi również do podsycania w niej poczucia, że jest gorsza/lepsza czy zobowiązana do czegokolwiek, ponieważ ona stoi a ja siedzę. 

Chcę, aby te szale na niewidocznej wadze były zrównoważane. Nie zawsze używam do tego rodzaju komunikatu sformułowań werbalnych. Mowa mojego ciała mówi o tym nieustannie. W miniony weekend przejechałam kilkaset kilometrów, różnymi środkami transportu. Podczas kolejnych etapów podróży  razem z ósmą wspaniałą przekonałyśmy się, że to naprawdę działa i przynosi piękne efekty. Zwykły uśmiech, ludzki gest. Tego oczekuje od ludzi. Że dostaje znacznie więcej cenniejszych "prezentów" niż zera na (sub)koncie? Cóż. Wiem, że swym skromnym zwyczajnym "dziękuję" znowu nie do wszystkich pasuje. Trudno.