wtorek, 2 kwietnia 2019

Przyjaciel

Ci, którzy mnie znają osobiście doskonale wiedzą, że oprócz słuchania różnych dźwięków moją uwagę w równomiernym stopniu zajmuje obserwacja rzeczywistości. Tej codziennej. W związku z tym do mojej głowy coraz głośniej stuka pytanie. Dlaczego wielu ludzi, również mi podobnych zmagających się z tym samym co ja, traktuje wspomniany fotelik na kółkach jak tragedię. Koniec życiorysu…
Nie chciałam go w pierwszym momencie. Po pewnym czasie zrozumiałam jednak, że razem możemy zrobić wiele dobrego dla samych siebie oraz innych. Jeśli połączy nas wzajemna akceptacja.
Mój towarzysz lub używając określenia z medycznego języka wózek inwalidzki stał się również moim przyjacielem. Wspiera od zawsze, jako osobisty środek transportu. Niemal w każdym aspekcie życia.
Pomaga osiągnąć wyznaczone cele. Daje szczęście. Tak dobrze przeczytaliście. Ze mną właśnie to czyni, ponieważ najważniejsze z uczuć ma wiele barw i odcieni. Jak je odnaleźć? Wszystko jest  kwestią odpowiedniego wewnętrznego nastawienia do świata.
Potrzebna jest do tego także osobista droga. Szlaków jest tyle ile modeli towarzyszy, czyli ogrom. Do wyboru do koloru. Tego kwotowego również. Moi znajomi często się śmieją, że siedzę na dobrym aucie. Przyznaje im rację z błyskiem w oku i nieco wyostrzonym dowcipem. Wszyscy jednak wiemy, że to nie on stworzył mój charakter. To wynik ciężkiej pracy, którą powinien wykonać każdy. Niezależnie od sposobu poruszania się.


środa, 27 marca 2019

Sztafeta dobra


Nie będę oszukiwać. Potrzebuje pomocnej dłoni drugiego człowieka. Głównie do poruszania, lub przemieszczania się. Gdyby nie fantastyczni ludzie, z ósmą wspaniałą, na czele nie zaliczyłabym tylu miejsc, nie miałabym mnóstwa wrażeń czy wreszcie nie poznałabym tylu ludzi. Zawsze staram się to dobro dalej oddawać porównując je do sztafety. Pomyślicie sobie na pewno, co ktoś na załączonym zdjęciu może dać tej drugiej, bardzo często całkowicie sprawnej fizycznie osobie? Nie raz nie dwa się nad tym zastanawiałam w zaciszu. W końcu zapytałam wprost. Odpowiedzi mnie wzruszyły. Zatkały. Wbiły jeszcze mocniej w objęcia mojego towarzysza. Zeszkliły oczy, ale tak bardzo pozytywnie. Udowadniając słuszność postawionej wyżej tezy.
Czy łatwo jest o nią prosić? Na początku wymagało to olbrzymiej odwagi i siły. Zaczerpniętej z własnego wnętrza. Obecnie sama do mnie przychodzi. Czasem nieoczekiwanie z zaskoczenia. Mając świadomość, że już zawsze do końca swoich dni będę w niej biec. Nieważne po której ze stron.
Życie mimo, że nie zawsze jest dla mnie proste i łatwe, dało mi też mnóstwo dobrego. Nie każdy musi być „idealny” i dobry we wszystkim. Jednak negatywne nastawienie do świata i ludzi nie pomaga w budowaniu optymistycznego wizerunku samego siebie. Wręcz przeciwnie. O tym, że ciepłe myśli mogą uczynić wspaniałe rzeczy przekonuje się każdego dnia.
To co ktoś kiedyś pomógł mi zasiać w postaci wiary w siebie teraz przynosi piękne plony.
Ty też na pewno to masz.  Każdy nosi w sobie ziarenko dobra. Pozwól mu zakiełkować, aby zapoczątkowało nową sztafetę.

piątek, 15 marca 2019

Mądre ramiona

"Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu"
Antoine de Saint-Exupéry – Mały Książę

Wiele już w życiu przeszłam i szczerze mówiąc myślałam że nic mnie już nie zaskoczy czy zdziwi. Bardzo pozytywnie rzecz jasna. Aż do pewnego wtorkowego poranka. Słuchałam nocnej tematycznej audycji muzycznej. Zasłuchana w głosie gwiazdy wieczoru z początku nie słyszałam najważniejszych słów. O świadomości, mądrości i powłokach. Kiedy chwilę wcześniej pada moje imię i nazwisko połączenie ogromnego wzruszenia i zaskoczenia galopuje w głowie. Następnie przychodzi takie otrzeźwienie. Ale jak to ja? Przecież nic wielkiego nie robię. Chyba? 


Jednak znowu dochodzimy do tego zakrętu. Czegoś na co nie do końca mam wpływ. Nie reżyserowałam nagrania, to samo wyszło. Strasznie miło jest, co jakiś czas ponownie usłyszeć te słowa. Od obcych, pełnosprytnych. Nie ucieknę od mojego ciała czyli powłoki zewnętrznej. Zespoliłam się z nią i z towarzyszem.
Ale dobrze, że komuś sie chce patrzeć nieco dalej, głębiej. Lis, przyjaciel Małego Księcia, miał rację. Spotykam takich ludzi coraz więcej na swojej drodze. Prezentowane powyżej określenia mają moc klepania po ramieniu. Stanowią rodzaj niewerbalnej aprobaty do poczynań i postawy, które zasadniczo prezentuje. Naznaczonych pozytywnym postrzeganiem świata. Niezależnie realny czy wirtualny. Będę robić tak dalej namawiając innych do tego. Sens jest. Warto. Teraz widzę to jeszcze bardziej i jaśniej.

wtorek, 26 lutego 2019

Na pohybel

Wszyscy, którzy mnie znają wirtualnie bądź osobiście bez wahania zapewne powiedzą że ja to raczej z tych osóbek szukających pozytywów nawet w największych ciemnościach. Wiem nie pasuje do wciąż jeszcze szeroko panującego stereotypu. Pokrzywdzonych przez los, którym trzeba współczuć. Te takie szufladki do których jesteśmy wkładani na siłę doprowadzają  moją skromną osobę do czerwonej gorączki. Wiecie, kiedy kilkuletnie rówieśniczki marzyły o kolejnym kucyku do kompletu ze stajni słynnej idealnej złotowłosej Barbary, patrzyłam na nie dziwnym wzrokiem. Spojrzenie wyrażało dezaprobatę, wszak nie muszę robić tak jak wszyscy. Do dziś mi tak zostało.



Dla wielu osób poruszanie się na moim towarzyszu to koniec życiorysu. Ja nie narodzę się po raz drugi z naprawionym układem nerwowym. Żyję na przekór diagnozie, na "pełnej petardzie" lub jak kto woli "... z całych sił". 

Dlaczego? Zamiast narzekać zasadniczo, na życie ja je pokochałam. Uśmiecham się do niego każdorazowo. Do takiego jakim ono jest. Na czterech kołach, z wadą wymowy. Ale także ze znajomymi, ukończonymi studiami, zatrudnieniem pewnymi planami i marzeniami. Nikogo nie obwiniam za taki a nie inny obrót spraw. Nigdy nie było moim celem, aby druga osoba czuła się skrępowana lub smutna na mój widok. Daleko mi również do podsycania w niej poczucia, że jest gorsza/lepsza czy zobowiązana do czegokolwiek, ponieważ ona stoi a ja siedzę. 

Chcę, aby te szale na niewidocznej wadze były zrównoważane. Nie zawsze używam do tego rodzaju komunikatu sformułowań werbalnych. Mowa mojego ciała mówi o tym nieustannie. W miniony weekend przejechałam kilkaset kilometrów, różnymi środkami transportu. Podczas kolejnych etapów podróży  razem z ósmą wspaniałą przekonałyśmy się, że to naprawdę działa i przynosi piękne efekty. Zwykły uśmiech, ludzki gest. Tego oczekuje od ludzi. Że dostaje znacznie więcej cenniejszych "prezentów" niż zera na (sub)koncie? Cóż. Wiem, że swym skromnym zwyczajnym "dziękuję" znowu nie do wszystkich pasuje. Trudno.

środa, 23 stycznia 2019

"Bo Pani się chce"

„Stojący w porcie statek jest bezpieczny,
ale statków nie buduje się po to aby stały w portach.”

Grace Hopper

Pierwsze tygodnie nowego roku choć naznaczone tragedią po raz kolejny dały mi solidną lekcje życia. Z gatunku tych pozytywnych. Dlaczego? Ze względu na to, że ponownie byliśmy razem, że się udało. 
Kilka dni temu byłam na nieformalnym spotkaniu z ludźmi z klasy licealnej. Właściwie nie wiem, co mnie bardziej wzruszyło. Samo zaproszenie, czy zachowanie ludzi z którymi nie spotykałam się systematycznie  od dłuższego czasu. Starając się załatwić dla naszej spontanicznej grupki stolik na parterze, lub oferując pomoc w trakcie imprezy udowodnili, że byłam takim samym członkiem klasowej społeczności jak oni. Widzieli coś więcej niż tylko fotel na kółkach. Z identycznym zachowaniem spotykam się na koncertach.
Bo on zasadniczo w niczym mnie nie ogranicza do dnia dzisiejszego.  
Pracuje na etacie, mam wyższe wykształcenie. Uczestniczę w życiu kulturalnym, dbam o wygląd, .spotykam znajomych. Słowem robię większość normalnych kobiecych rzeczy.
Zapisując co jakiś czas kolejne karty wspomnień słyszę sformułowanie typu: 
"Podziwiam Panią/ Was, że Wam/Tobie się chce"
Dobra powiem szczerze dlaczego.
Wiem  z autopsji jak wygląda przeciw waga. Każdego dnia spotykam ludzi pozamykanych w bólu i we własnej goryczy. Nie mówię, że mnie dołki też nie łapią, gdyż chwytają każdego. Problem rodzi się wtedy, gdy to wszystko się za bardzo wylewa na zewnątrz ciągnąc innych w dół, a przecież wystarczy tak niewiele. Główna zasada. Zadaj sobie pytanie czy naprawdę chcesz doświadczyć, zobaczyć, przeżyć? Potem ewentualnie poproś o wsparcie.
Mnie dzięki odpowiedzi twierdzącej, poprzedzonej pracą nad sobą, udało się zrealizować 99% zaplanowanych spotkań czy wydarzeń. Piszę wam to osóbka z różnymi odcieniami na głowie, która pokonuje odległości między miastami lub kilkanaście schodów aby się zobaczyć z ludźmi jej przychylnymi. Nawet na chwilkę czy po kilkunastu latach. Da się naprawdę, uwierzcie mi. Mimo, że czasem logistyka czy spojrzenia mogą ranić i martwić. To jest ten swoisty inny rozsądek, który coraz częściej we mnie puka. Indywidualne znaczenie zwyczajnego życia. Tak bardzo normalnego.

środa, 2 stycznia 2019

Azyl

Życie to wyzwanie dla każdego. Zaczynając od chwili narodzin aż po jego kres. Moje wymaga odrobinę większego wsparcia fizycznego.
Schorzenie neurologiczne lub jak kto woli MPD z którym zmagam się na co dzień przyczyniło się do słabszych mięśni w obrębie całego ciała niż u większości ludzi.
Pierwsze lata mijały mi a w zasadzie nam na usprawnianiu. Po pewnym czasie, abym mogła się poruszać dostałam towarzysza na stałe.
Rozmowy z rówieśnikami poznanymi w dużej mierze na ćwiczeniach dotyczyły wyłącznie fizycznego bólu.
W pewnym momencie taka codzienność zaczęła uwierać, przytłaczać dusić zarówno mnie jak i bliskich.
Intelektualnie byłam sprawna a mając kilkanaście lat słuchałam rozmów dedykowanym dorosłym. Wewnętrznie coraz głośniej krzyczałam "dość"!
Brakowało w niej zwyczajności. Wiecie równoległego życia do wizyt na salach gimnastycznych czy gabinetach lekarskich, które przecież także toczyło się obok. Dedykowane najpierw dzieciom a następnie nastolatkom. Doktor sam zresztą to zasugerował w trakcie jednej konsultacji.
Wówczas pomocną dłoń wyciągnęła muzyka. Wzięła mnie razem z fotelem stając się przewodnikiem rodzajem mostu, oczywiście dostosowanym do wieku.
Blues przypłynął w odpowiednim czasie zakorzeniając się na dobre. 
Samoczynnie stał się rodzajem osobistego azylu. Bramą, jaką chciałabym otwierać kiedy tylko się da.
Jednak przede wszystkim dał mi niezwykłych ludzi. Podczas naszych cyklicznych spotkań nie rozmawiamy tylko i wyłącznie o mojej nieco trudniejszej codzienności. Ludzie inteligentni z  mnóstwem empatii, a takimi właśnie staram się otaczać nie potrzebują zbytniego nadmiaru słów. W pierwszej kolejności widzą Ewę, odrobinę zwariowaną kobietkę, a dopiero potem sprzęcik.
Podziwiają, a ja po cichu dziękuję, że mogę tam uciec. Każdy czasem tego potrzebuje.

sobota, 29 grudnia 2018

Znaczniki osiemnastego

"Czas uczy
Wiatrem po niebie tańczy
Uśmiech wspomnieniom przywraca
Czas uczy, niech uczy
Choć dzień mija
Choć dzień mija
Mija miesiąc
Mijają lata"
 Maciej Balcar - Dzień mija

Kiedy tak patrzę na rok który za kilkanaście godzin będzie juz tylko wspomnieniem utwierdzam się w przekonaniu iż cytowane wyżej słowa piosenki są bardzo prawdziwe.
Sytuacje, których doświadczyłam na przestrzeni mijających właśnie miesięcy stanowią żywy często namacalny dowód iż warto go przeżyć w ten sposób. Z uśmiechem i optymizmem. Nawet poruszając się stale z czterokołowym towarzyszem
Ktoś postronny, obcy mógłby się zapytać z czego się cieszysz? Z tego wszystkiego co odkryłam, kogo poznałam.
Stanowi to również pokłosie zatrudnienia od dekady. Choć nie jest to wciąż ta wymarzona posada to już sama możliwość zasilenia domowego budżetu powoduje samoczynne wewnętrzne dowartościowanie siebie jako człowieka. Wierzę, że ten wyśniony etat na mnie czeka i wkrótce spotkamy się na wspólnym szlaku.
Kadry czy zdarzenia upływających dni pozwoliły na nowo osobiście zdefiniować słowa "doceniam" i "szczęście". Odnajduje je w każdorazowym korzystaniu ze sprzętów pomocniczych do których w sposób różnoraki dorzucają się także osoby dla mnie zupełnie anonimowe.
Tym sposobem doszliśmy do istot najważniejszych. Gwardii mych osobistych dobrych aniołów, z gówno dowodzącą mamitką na czele. To wielki zaszczyt móc czuć wsparcie z ich strony nie tylko w fizycznym aspekcie. Przecież długich rozmów, krótkich pogawędek, ciepłych gestów, swobodnych kilkugodzinnych spotkań, radości wypowiedzianej bez użycia konkretnych zdań nie da się przeliczyć. Można się za to uśmiechnąć do wspomnień z roku dwa tysiące osiemnastego.