wtorek, 8 maja 2018

Zwyczajna (nie)zwyczajna

Zrobiłam sobie całkiem niedawno bilans w swojej głowie. Subiektywne zestawienie z niepełnosprytnością w tle. Wynik w zasadzie zaskoczył mnie samą. Wyszło na to, że nic nie straciłam z życia wiążąc je na stałe z towarzyszem. Zapytacie czy jest jedna rzecz, której tak z serca zazdroszczę pełnosprytnym. Szczerze? Nie ma. Tak samo skończyłam szkołę, mam pracę. W dzieciństwie uczestniczyłam w różnorodnych zajęciach dodatkowych. Ich głębsze znaczenie dla mojego zdrowia pojęłam dopiero we wczesnym wieku nastoletnim i również wówczas się przeciwko nim w naturalny sposób buntowałam. Jeden ma dość ciągłego powtarzania nut, lub chwytów drugi ćwiczeń fizycznych. Mój plan także ulegał modyfikacjom.
Wiem o czym zapewne większość z Was myśli. Nie, nie żałuję, że nie chodzę. Czy można być złym na coś w sytuacji, gdy nigdy w pełni tego nie doświadczyłam? Nie. Na taki stan rzeczy wpłynęły czynniki zewnętrzne na które wpływu nie miałam. Wobec powyższego nie czuje abym coś straciła. Z perspektywy mego osobistego wieku Chrystusowego mogę powiedzieć jest dobrze. Moi najbliżsi zrobili wszystko, co w ich mocy aby było tak jak jest. Z dzisiejszą wiedzą czy metodami być może byłoby jeszcze lepiej. Nie cofnę jednak wskazówek biologicznych gdyż nie o to chodzi.
Ciało faktycznie nie zawsze ze mną współpracuje tak do końca jakbym chciała intelekt jak najbardziej. Zaklinanie rzeczywistości myślicie. Raczej dostrzeganie wartości w tym co mnie spotkało. Zwłaszcza tej pozytywnej. Szczególną są również ludzie, ale o nich następnym razem.


poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Subiektywnie i jednostkowo

Jaka jest niepełnosprytność? Gdybym teraz zadała to pytanie pewnie spora część ludzi odpowiedziałaby taka, jaka na sejmowym korytarzu bądź w reportażach około tematycznych. Obcuje z nią codziennie. Z praktycznego punktu widzenia powiem jest różnorodna i taka powinna być też pomoc. Nie ma dwóch takich samych pomimo często wspólnych diagnoz.
Towarzysz trzyma mnie w ryzach mimo, że miałam praktycznie tylko leżeć według lekarzy. Komunikuje się werbalnie nawet w języku angielskim, a miałam nie mówić zupełnie nic. Wiem że to dar od losu i że nie wszyscy tak mają to uczy pokory.
Od dekady pracuje, czyli się również rehabilituje zawodowo. Nie jest to zajęcie wymarzone, ale je mam. Jak ktoś słusznie zauważył osoby z niepełnosprawnością mogą podjąć zatrudnienie, jeśli zechcą pomimo pobieranych rent. Wariantów jest kilka. Co mi to daje? Zasadniczo satysfakcje. Poczucie, że poprzez swoją pracę mogę docenić wysiłek innych. Chociażby tatuażystów czy wokalistów. Płacąc za bilet czy dziarkę. Głupio bym się czuła dostając wszystko za darmo. Ci, którzy mnie znają wiedzą, że to nie leży w mej naturze.
Nie bez znaczenia jest również fakt, że mogę wnieść swój wkład w domowy budżet.
Moja przyszłość o której myślę? Najdalej ta do końca roku, a i tak niesprecyzowana. Wszak czas i okoliczności mogą wszystko zmienić choćby jutro.
Studia też rozpoczęłam i skończyłam bo, chciałam. Nie dostałam dyplomu za uśmiech. Tak samo jak moi pełnosprytni koledzy poświęcałam weekendy, byłam pytana. Niekiedy też narzekałam na sesje.
W telewizji słyszę o jakimś dodatku rehabilitacyjnym i już drżę na samą myśl. Boję się, że on "zmusi" mnie do siedzenia w czterech ścianach, a ja chcę być aktywna nadal. Na miarę swoich możliwości. Nie zabierajcie mi tego. Wiem, że jest trudno popatrzeć indywidualnie. Przecież mnie nikt o zdanie nie zapyta. Jedyne o co proszę to nie wrzucajcie wszystkich do jednego worka, tylko dlatego, że jest pojemny.

niedziela, 22 kwietnia 2018

Kolory mej głowy

Właściwie odkąd pamiętam zawsze lubiłam zmiany wyglądu. Tak na poważnie zaprzyjaźniać włosy z profesjonalnymi farbami zaczęłam jeszcze przed liceum. Wcześniej była jakaś maskara, czy plakatówki na lato. Pierwsze reakcje grona pedagogicznego nie były zbyt przychylne. Wiecie, uczennica z towarzyszem i najrozmaitsze odcienie na głowie, nie wypada. Cóż. Nie mieli innego wyjścia, jak to zaakceptować. Nie zamierzałam rezygnować z wyrażenia samej siebie. Udało się.


Całe czerwone, blond, ciemne naturalne, blond pasemka. Na przestrzeni lat miałam różne fantazje, co widać chociażby po wpisach. Dlaczego? Uważam, że kobieta powinna się zmieniać, co jakiś czas. Zwłaszcza taka jak ja, czyli niepełnosprytna. Żyje się tylko raz. Teraz tych pierwszych bym nie zrobiła. Człek był kiedyś młodym, upartym oseskiem. Dobrze, że kolor można ściągnąć.

Na szczęście mam niesamowitą, cierpliwą fryzjerkę, która akceptuje moje pomysły. Nawet te najbardziej zwariowane, czasem dorzuci coś od siebie. Jasna fryzurka, sprzed kilku dni zamieszczona tutaj, to nasze najnowsze wspólne dzieło.
(Nie)świadomie łamie w ten sposób stereotyp, iż niepełnosprytność musi być brzydka i zaniedbana. Wcale nie musi.

poniedziałek, 26 marca 2018

Akcja tatoo kreacja

Na świecie jest tyle tatuaży, ilu ludzi je noszących. Sama osobiście znam kilku wspaniałych posiadaczy grafik czy cytatów. Nic więc dziwnego, że o takiej indywidualnej pamiątce na całe życie  zamarzyłam i ja.
Właśnie tak
Na fb posta napisałam i już się ze znajomą kontaktowałam.  Zawiozła mnie na umówione, wstępne spotkanie w salonie tatuażu. Zagrałam w otwarte karty opowiadając im o MPD (, a ściślej o spastyce rąk), a właściciel studia już zapisywał moją sesje w kalendarzu, "bo czemu nie"?
Niezwykli ludzie nie wystraszyli się mojej łapki obiecali ją maksymalnie zabezpieczyć w razie potrzeby, a moje kolejne marzenie miało wkrótce się urzeczywistnić. Akcja - reakcja.
Kiedy uwierzyłam? W momencie, gdy Daniel nakładał mi wybrany napis. Na  początku ze specjalnej kalki. Wcześniej rzecz jasna były typowo kobiece dylematy, czyli wybór odpowiedniej czcionki.


Tusz miał wejść za kilkanaście minut. Zanim jednak wziął do ręki pistolet poprosił, abym informowała gdyby ból był nie do wytrzymania. Przerwiemy. Była, więc polsko - włoska współpraca w języku angielskim.



Szef zdecydowanie dał mi swego najlepszego pracownika. Ani się obejrzałam, swoje motto już na przedramieniu miałam, moja ręka, bez większych spięć i pasów czekała na kolejne literki.


czwartek, 22 marca 2018

Dwa światy

W "Świecie..." od kilku tygodni  nic się nie dzieje? Tak by się mogło wydawać, ale nic bardziej mylnego. Pierwszy kwartał roku dał mi mnóstwo pozytywnej energii. Tak na dobrą sprawę to trzyma mnie ona jeszcze do dnia dzisiejszego. Tylko no właśnie. Niejednokrotnie chciałam o tym napisać i zastygałam. Miałam problem. Jak ubrać emocje i przeżycia w słowa, żeby kogoś nie urazić lub zranić. Nawet  nieświadomie.Nie chodzi tu tylko o te z gatunku stricte muzycznego. One, zamknięte na blisko trzech standardowych stronach, krążą wśród znajomych i czekają na ich recenzję.
Jak wszyscy czytający bloga wiedzą żyję mimowolnie w dwóch światach. Marzeniem, swego rodzaju misją tego nomen omen publicznego dziennika, było i nadal jest pokazywanie, że można sporo osiągnąć. Udowadniając jednocześnie, że te dwie pozornie rożne płaszczyzny mogą ze sobą współgrać. Ten oraz klika innych wpisów i zdjęć są tego najlepszym dowodem.


11.02.18

Baliśmy się chyba wszyscy. Nikt z nas nie wiedział jak to wszystko się potoczy dalej. Ja uważam, że wzajemna otwartość na siebie się opłaciła. Odnieśliśmy zwycięstwo. Do tego stopnia, że jak się z większością pozytywnych ludzi dłużej nie widzimy tęsknimy za sobą. Tak zwyczajnie.
Nie mam problemu z tym, co tu zamieszczam, gdyż w pełni się z tym identyfikuje. Wiem, że przynajmniej kilka osób tu zagląda. Ile się zgadza? Nie wiem. Do wszystkiego potrzebny jest czas.


piątek, 9 lutego 2018

Magnes

Ile jesteśmy w stanie poświecić, aby spełnić marzenia czy też sprawdzić samego siebie? Ostatnie wydarzenia w górach ponownie pokazały, że nawet najwyższą cenę. Zwłaszcza, jeśli pasja jest prawdziwa. Czasem człowiek musi nawet mając świadomość podejmowanego ryzyka. To jest silniejsze, przyciąga niczym magnes. W pełni rozumiem tą potrzebę.
Pamiętam, kiedy po ataku na koncercie we Francji przestrzegano mnie przed chodzeniem na nie. Dziękowałam za troskę mówiąc, że dopóki starczy ósmej wspaniałej sił nie zostawię tego.
Wiecie, pasjonaci chyba są trochę dziwni dla innych. Kiedy się wchodzi do mego pokoju nie sposób nie odkryć, że takową również posiadam. Raz po raz pada pytanie kto to jest wówczas odpowiadam.


Kubki, plakaty, płyty, ubrania oraz pozostałe gadżety. Właśnie dla niektórych to tylko materiały dla innych wspomnienia.  Nowe lub nieco starsze. Forma metryczki innego rodzaju. Gdy patrzę na te wszystkie rzeczy, słucham czas na kilka minut się cofa. Jeśli do tego pojawi się mój niezamierzony ciepły uśmiech większość wie, gdzie mentalnie jestem. Wracam tam, gdzie jest lub było mi dobrze. Minęły dopiero dwa miesiące nowego roku,  a ja już mam mnóstwo cudownych chwil i momentów. Boję się, co mnie czeka przez następne dziesięć, ale to taki bardzo motywujący strach.

niedziela, 31 grudnia 2017

Niesamowita siedemnastka

Jaki to był rok dla mnie? Od paru dni nad tym myślę i nasuwa mi się tylko jedno zdanie. Przełomowy. Szczególny, fantastyczny i wyjątkowy. Musi być coś szczególnego w tej liczbie " 7". Zrobiłam to! Dokonałam ważnych rzeczy, dla mnie osobiście tak podobnych i bardzo różnych jednocześnie. Z pomocą rodziny i dobrych znajomych, ale zawsze. Nauczyłam się (po raz kolejny), że jeśli bardzo chcesz i robisz wszystko, na miarę możliwości aby to osiągnąć - uda Ci się.     
Gdybym miała patrzeć z perspektywy mijających właśnie miesięcy?
Czerwiec i wrzesień. Zdecydowanie. Kolejność zupełnie nieprzypadkowa.
1.06.17
Najpierw obrona pracy magisterskiej, potem koncert. Taka nagroda za wysiłek.

2.09.17
Niby nic nadzwyczajnego w tym drugim, przecież takie imprezy odbywają się praktycznie, co weekend. Ty jednak czekałaś na te dwie godziny kilka lat. Po wysłuchaniu recenzji znajomych wreszcie przekonałaś się na własne oczy i uszy jak tam jest i co? Już gdzieś myślami na kolejnych Paprocanach. Z ogromną wiarą i nadzieją na powodznie. Przecież to ona zawsze umiera ostatnia.
Wnioski? Warto marzyć i się starać.
Prędzej czy później zrealizujemy to czego pragniemy
Mój nowy towarzysz też stanowi potwierdzenie tych słów.
Magiczny roku siedemnasty !
Dziękuję Ci
Za szczodrość i dobroć
Wszystkie wspomnienia
Mimo, że wiesz
O moich chwilach zwątpienia
Przekaż osiemnastemu, że o podróży
Do pewnego miasta w styczniu marzę
A ja?
Obiecuje nie stracić
Wiary, nadziei i optymizmu